Ostatnio przeczytałem, że branża windykacyjna ma dobre wyniki. Trudno się cieszyć, bo to oznacza, że inne branże muszą mieć się gorzej. Pojawiły się zatory płatnicze na kwotę wyższą niż i mld złotych. Bezrobocie wzrosło. Przedsiębiorcy zostali obłożeni przez rząd dodatkowym obowiązkiem podatkowym w postaci wyższej składki rentowej. Czyli albo pracownicy nie dostaną podwyżek w 2012 roku, albo nawet część z nich zostanie zwolniona. Firmom wzrosną koszty stałe. Tak czy inaczej, pieniędzy na konsumpcję będzie mniej.

Zmienia się też atmosfera, to coś w powietrzu, co każe oszczędzać albo pozwala szaleć po sklepach. Widać to w salonach samochodowych. W styczniu 2012 roku spadek sprzedaży odnotowały nawet marki premium – i to ostro – np. Audi o 40%. W kategorii aut popularnych zyskał jedynie Chevrolet, co tylko potwierdza, że klient liczy teraz każdą złotówkę.

Co powinien zrobić przedsiębiorca, jeśli akurat nie prowadzi firmy windykacyjnej ani nie jest syndykiem masy upadłościowej, więc ostatnio odczuwa spadek zleceń?

Kryzys to czas na przemyślenie od początku naszego biznesu. Doskonały moment na mentalne zatrzymanie się w bezrefleksyjnym biegu od zlecenia do zlecenia. Warto wtedy policzyć źródła naszych przychodów, a może niektóre usługi/ produkty są nieopłacalne i warto z nich zrezygnować, żeby skupić się na podstawowym biznesie, który daje największe przychody i marże?

Polecam też policzenie produktywności konkretnych stanowisk pracy. Być może dbając o obniżenie kosztów stałych warto podziękować niektórym, zbyt drogim pracownikom, których zatrudnialiśmy w czasach koniunktury. Oczywiście wybierajmy najsłabsze ogniwa: ludzi

najmniej kreatywnych, najbardziej konfliktowych. Zwalnianie zawsze jest przykre, ale bywa konieczne, bo chroni w ten sposób przyszłość firmy i tych wszystkich, którzy w niej dalej będą pracować. W ramach przeglądu firmowego wojska dobrze jest zainwestować w lojalne aktywa. Najlepszym pracownikom warto kupić szkolenia, które dadzą im nowe narzędzia do pracy i ułatwią sprzedaż naszych produktów.

Jednak kryzys to nie tylko czas nerwowego zaciskania pasa. To także okazja do sensownego zainwestowania, np. w wiedzę własną i pracowników. Przedsiębiorco, zadaj sobie pytanie, ile wiesz o swoich klientach? Może warto powtórzyć badanie klientów, wykonywane ostatnio kilka lat temu. Przecież upodobania i trendy się zmieniają. Im więcej będziesz wiedział o klientach, tym więcej sprzedasz. W czasie kryzysu takie odświeżenie wiedzy może być wielce zyskowne.

Na czym w kryzysie oszczędzać nie warto? Na promocji. Jeśli mamy nowy produkt, którego opracowanie kosztowało nas ogromne pieniądze, nie warto w trakcie jego wprowadzenia na rynek ciąć budżetu reklamowego równo z trawą. Dlaczego? Jak mawiał Stuart Henderson, prowadzenie biznesu bez reklamy jest jak puszczanie oka do dziewczyny po ciemku. Pieniędzy z tego nie będzie, ale tik nerwowy na pewno.

Facebook Comments
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Tele Polska

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Dlaczego warto uczyć się języków

Częstym problemem w polskich szkołach jest nieodpowiedni program, przez co poprawne naucze…